why do I travel at all? czyli po cholerę mi the podróże.

tym razem polska wersja poniżej.

Since I am in London in the process of clearing my head out of unnecessary stuff, I thought I might start this one off in english. I will go to polish later cos for the moment I am in  an english speaking state of mind.  I am totally enjoying my time off sitting and watching London’s international crowd and while my head does clear. Change is Good people. Change is why I came here; just to get a breath of  fresh air.

Change is why I started travelling in the first place. I was, and still am, a freelancer working  for television. I am BBC trained and do all this posh superb live shows that everyone is watching . Yep, I do get to know all the famous people and i do get invited to parties and i do have my bank ok with money. So , this would seem to be a dream job to most people…. except it’s not. For a few reasons.  First and the most important one is that it’s hugely addictive, once you get all the excitement to your  system, it’s really hard to stop dosing it. In no time you end up spending 15 hours a day 6 days a week at work. I realised that walking to work on a huge Outside Broadcast truck. I do nothing less and nothing more but to sit 15 hours a day in a container full of television sets to entertain other people.  Actually, I realised I am TIRóWka – this is what we in Poland  call a lady who sexually entertains truck drivers. They are lined up here in Poland along major roads just in case someone wants a blow job. So, since I merely was one girl working in a male dominated environment spending on the broadcast truck most of my life, I felt just that.

Later that evening I got a ticket to Guatemala. I wanted my life back and I was to reclaim it volunteering on a Guatemala City’s garbage damp; in one of the city’s most dangerous parts.

But that is my next story.

♦♦♦

Ten post zaczynam po angielsku, bo akurat jestem w Londynie z włączoną opcją czyszczenia mózgu z niepotrzebnych rzeczy. Chwilowo przełączyłam głowę na angielski i kompletne niemyślenie o czymkolwiek niepotrzebnym. Całkiem fajnie wychodzi mi gapienie się na ludzi z pozycji krawężnikowej. Dokładnie po to tu przyjechałam – odetchnąć troche innym powietrzem, bo ZMIANA jest dobra ludzie:)

Chęć zmiany  była najważniejszym  powodem moich podrózy. Otóż pracowałam i nadal pracuje w telewizji jako wolny strzelec. Zostałam wytrenowana w BBC i robie te wszystkie fajne programy na żywo, które wszyscy oglądają. Tak, znam znane osoby, jestem zapraszana na imprezy i na koncie mi się raczej zgadza. Generalnie możnaby pomyśleć ze złapałam pana Boga za nogi z tą fajową pracą. Tyle, że nie do końca. A jest parę powodów. Pierwszym i najważniejszym jest fakt że ta robota jest okrutnie uzależniająca. Jak sie już raz wpompuje adrenalinę do systemu, to trudno ją sobie potem dozować. No i potem w sekundę znajdujesz się w miejscu w którym  pracujesz po 15 godzin dziennie 6 dni w tygodniu zabawiając innych. Zdałam sobie z tego sprawę ochoczo maszerując do roboty na TIRze. Wóz transmisyjny na którym powstają programy to nic innego jak wielki TIR wypełniony drogim sprzętem – głownie monitorami.  JESTEM TIRów’ka – sobie pomyślałam – nie mniej, nie wiecej. Sześć na siedem dni w tygodniu, przez 15 godzin, spędzam z samymi facetami na naczepie TIR’a  dbając o to by inni się dobrze bawili. A gdzie jest moje życie?

Tego samego wieczoru kupiłam bilet do Gwatemali. Postanowiłam  je odzyskać, a stać się to miało na wysypisku śmieci w jednej najbardziej niebezpiecznych dzielnic Guatemala City. Zostałam wolontariuszem.

Ale to już zupełnie inna historia.

 

 

 

cuzco.

english version below ↓

Nie, jeszcze nie.  Jeszcze jestem w Polsce i nadal zbieram na podróż po Ameryce Południowej. Startuje w grudniu, jak poogarniam rzeczywistość. Gdyby ktoś chciał wesprzeć może kupić świeczki, które robię. Są tu rebel.stuff

Ale do sedna. W Cuzco juz byłam. Zjadłam bardzo podstawowe śniadanie  na balkonie z chyba najładniejszym widokiem i przewertowałam przewodnik. Cuzco jest miastem wypadowym do Macchu Picchu, wiec turystycznie –  jest stolicą Peru. Więcej tam przyjezdnych niż lokalesów, a najwiecej rodaków wuja Sam’a. Dużo burgerowni i właściwie cała Plaza de Armas jest nocnym klubem. W ciągu dnia dostaje się bileciki na tanie drinki i w nocy wszyscy turyści są właśnie tam. W przeróżnym stanie.

Cuzco jest jeszcze fenomenalne z jednego powodu: na każdym kościele i właściwie na prawie każdym budynku rządowym  powiewają tęczowe flagi, wiec wygląda na najbardziej gay – friendly miasto świata. Tymczasem wszystkie te tęcze są flagami Inków.

Processed with VSCO with 5 preset
Processed with VSCO with 5 preset

 

Przejedzone i przetrawione przez turystów Cuzco nie było dla mnie zbyt atrakcyjne, oprócz oczywistych przepięknych miejsc.  W Lonely Planet  znalazłam miejsce opisane jako niebezpieczne i właściwie spoko, ale lepiej tam jednak nie iść. Poszłam więc. Piechotą. Nic specjalnego tam nie było. Nie było też turystów, co było dość miłe, ale poza tym też niewiele. Zobaczyłam niewielki skwerek z fontanna z lat 70tych – taki klasyczny design – a dookoła ławeczki na których siedzieli lokalni żule pijący pisco sour (taka lokalna wódka) popijając ją INCA colą (tutejszy żółty napój bardziej popularny od coca coli). Usiadłam na jednej z ławek i po chwili miałam sąsiada. Z pisco i inca colą. „Skąd jesteś?” zapytał? ” Z Polski” odparłam jeszcze kulejącym hiszpańskim. „z Polski mówisz?! A jak się miewa Jacek Kuroń?!” Looknełam na jego pisco i wbita w tę ławke odpowiedziałam, że nie bardzo się miewa, bo nie żyje. „A Adam Michnik?” Rozejrzałam się. Nadal byłam wśród średnio dobrze zapowiadającej się dzielnicy Cuzco i to wśród tych gości z inca colą i pisco sour. „Adam Michnik z tego co wiem ma się dobrze. Ma gazetę i chyba wszystko gra.” – nie kryłam zdumienia, bo skąd do cholery peruwiański żul z niebezpiecznej dzielnicy Cuzco zadawał mi pytania o Kuronia i Michnika.  Jak?  Otóż tak, po prostu. Jak się okazało – był żywo zainteresowany przemianami we wschodniej części Europy,  w poprzednim jeszcze życiu, w którym to pracował jako inżynier wodny.  Facet był okrutnie oczytany i zabójczo zorientowany w tym co się dzieje na świecie. Tyle tylko, że życie go jakoś tak go poharatało, że teraz siedzi na tej ławeczce z pisco i colą.

Pogadaliśmy chwile.  Przeprowadził mnie przez zasoby wodne Inków, które miałam za chwile zobaczyć w Macchu Picchu. Powiedział mi, że inkowie nie mówią po hiszpańsku do siódmego roku życia, a ich pierwszym językiem jest Quechua. Nauczył mnie parę ważnych quechuańskich słów, a na koniec około dwugodzinnej rozmowy zapytał po co tu przyszłam. „Bo Lonely Planet mówił by nie przychodzić” – odparłam. „I następnym razem posłuchaj, proszę, bo to rzeczywiście nie jest dobre miejsce” – odparł mój kumpel. Spokojnie piechotą wróciłam do domu myśląc już o następnych miejscach, których Lonely Planet nie poleca.

♦♦♦ English

No. Not yet. I am still here sitting in my home country, still dreaming and preparing to go. Destination Peru. The plan is to go in December after I sort out my stuff. If someone wanted to back me up in my efforts, you can get a candle that I hand pour in Lipowy Most. They smell well anyway ↑ and here they are rebel.stuff

Back to the point. I’ve been in Cuzco before. My first morning I had a simple breaky on the balcony with the best view possible and looked though Peru LP. Cuzco is a gateway to Macchu Picchu which I guess makes it most tourist populated peruvian city.  There seems to be more tourists there than locals and the whole little place is packed with burger bars, pizza places and European looking cafes. At night, a central Plaza de Armas turnes into a night club with most people ending up just there as you can expect: in all sorts of shapes or forms:)

Cuzco is fascinating for one more thing; the rainbow flags everywhere. They top the churches and government buildings giving you impression that you’ve just entered the most tolerant place on planet.  They are Inca colours however.

Cuzco, though beautiful, feels a little digested by travellers. So I searched the LP book and found a spot that it recommended not going to. „Fine”, I thought and walked there. It was dull, there was literally nothing interesting there. There was no tourist either which was rather nice, but, to be hones there was not much there. I spotted a little square with 70’s designed fountain on it. There was benches around occupied by local sots drinking pisco (a local liquor) and washing it down with inca cola (a yellow carbonated drink locally more popular than a coca cola). I sat on one of the benches and within a minute one of the guys sat next to me. „Where are you from, girl?!” – he asked. „I am from Poland” I answered in my stumbling Spanish. „Poland, you say. So how is Jacek Kuroń doing?!” – the question came as a shock. Jacek Kuroń was a key figure in polish Solidarity movement that triggered changes in Eastern Europe and have caused the collapse of Berlin Wall. „Not too good. He’s dead”  – I answered trying to comprehend what’s just happened. „And Adam Michnik?! ” he continued deepening my state of shock. Adam was Solidarity’s another key figure and a founder of „Gazeta Wyborcza” that built the grounds for Poland’s free press.  „I guess he’s just fine” i said „he still owns his newspaper”.  I was just stunned how a peruvian sot would know about all that; how he would hear about the history of a such a remote and insignificant country as Poland.

We talked a little. In his previous life, he was a water engineer; he was extremely well read with a vast knowledge about the world politics. It’s just life that made a sneaky twist on him so now he’s there on the bench drinking pisco and washing it down with Inca Cola.

He introduced me to the way Incas run their water supplies in Macchu Picchu, which I was about to see soon. I found out Incas don’t get to speak Spanish up until they are 7 and their first language is Quechua; and I got to know a few quechuan phrases. At the end of our 2-hour-long conversation he asked me ” Why did you come here?!” . „Cos LP told me not to.” – I said. „So, next time better listen cos this is not a good place for a girl” – he replied saying goodbye. I walked back already thinking of visiting more places LP does not recommend.

nikab.

english version below:)

 

Siedzę na podłodze, pod ścianą Nigurah Rai Inernational Airport, Domestic Terminal w Denpasar na Bali. Obok mnie dziewczyna w nikabie, też siedzi oparta o ściane.

Zawsze bałam się tych pozasłanianych pań, bo w mojej głowie nikaby bardzo separowały je od świata, no ode mnie głównie, a ja za bardzo nie umiałam się w tym odszukać. Bardzo lubię ludzi i lubię z nimi gadać, a mam wrażenie że z nimi akurat nie mogłam. Zawsze zastanawiałam się czy to ubranie nie sprawia, że są samotne. I nagle ta dziewczyna podnosi swój nikab i zaczyna malować usta okrutnie czerwoną pomadką. „Po co to robisz skoro i tak nie widać?”  – pytanie wyskoczyło mi samo. Właściwie powinnam się była zastanowić, no ale już było za późno i chyba się opłaciło. „Bo lubię się czuć atrakcyjna” powiedziała Anima, bo tak na imię miała moja sąsiadka. „Tak sama dla siebie”.  Zaczęłyśmy gadać. Poczułam jakby po raz drugi upadł berliński mur – rozmawiałam z dziewczyna, która do tej pory była z jakiegoś mało dostepnego dla mnie świata. Mało tego, okazało się za Anima była z Arabii Saudyjskiej, czyli właściwie jedynego niedostępnego dla mnie kraju, bo nie wpuszczają tam solo podrózniczek. Kobieta może tam wjechać ze swoim włascicielem – ojcem,  mężem lub tzw sponsorem – ale to nie ma za wiele wspólnego z usługami , o których myślicie. Naturalnie wiec wyjęłam go z mojej listy życzeń. Pogodziłam się też, że nigdy nie zobaczę Mekki, mimo, że jest na liście moich marzeń. No coż,  nie wszystkie się spełniają.

Dobrze, ale wracając do Animy – była piekna. Do niedawna nie musiała nosić nikabu, bo była panną. Od tygodnia jest meżatką. Zapytałam czy jest szczęsliwa. Rozpłakała się. Mąż siedział obok, ale dawał jej przestrzeń na swobodną rozmowę ze mną. Odsunał sie nawet trochę, więc nie był zaborczym dupkiem, który za wszelką cenę broni swojego męskiego ego. Przytuliłam ją i zapytałam czy to było zaaranżowane małżeństwo.  „Ja po prostu bardzo tęsknie za moją rodziną” –  powiedziała bardzo dyplomatycznie. Potem jeszcze z jej nieodpowiedzi dowiedziałam się, że go nie kocha, ale to dobry człowiek i że są w podróży poślubnej do Jakarty.  Tu musiałam ją przytulić jeszcze raz, bo teraz jej życie było zbliżone do mojego wyobrażenia o piekle na ziemi; miesiąc miodowy w Jakarcie – w jednym z dwóch najbrzydszych miejsc na ziemi jakie widziałam z nawet najlepszym człowiekiem, którego się nie kocha. Wbiło mnie w tę ścianę przy której siedziałam, bo dotarło do mnie jak nieprawadopodobnie jestem szczęśliwa bo mam wybór.  Anima go nie ma.

Ej no jasne, mogła się zbuntować, uciec jakoś – ja bym pewnie próbowała, ale umówmy się opcje powodzenia rebelii byłyby niewielkie. Nie wiem co oni mogliby jej tam zrobić gdyby próbowała, ale to jest raczej jasne, że nie bardzo mogła nawet pomyśleć o takiej próbie.

Pochyliłam się do pana męża: „ej stary, masz być dla niej dobry”. ‚Wiem”odparł  „bo jest jest cudowna i będę o nią dbał” Wstali i poszli do kolejki by odlecieć do wymarzonej Jakarty. A ja zostałam wbita w ścianę przewdzięczna losowi, że ja mogę decydować.  JA MAM WYBÓR – to tak ładnie dźwięczało w mojej głowie.

♦♦♦ ENGLISH

So here i am sited on the floor of Nigurah Rai Inernational Airport, Domestic Terminal in Denpasar,  Bali leaning against the wall alongside with a black dressed girl wearing nikab.

They scared me, these girls.  They black gowns and nikabs built a conversational wall that i was finding very difficult to cross.  I was always thinking they must be lonely in there.  All of a sudden, the girl rises her nikab and puts a bright red lipstick to her lips. „Why do you do it if none can see it” i pop the question without giving it much of a thought. „Cos I like to feel sexy” she replies „just for myself’. I feel like another Berlin Wall has just dropped downs, as here I am talking to someone who second ago was on a distant planet, almost untouchable though within a reach. Anima was her name and she came from Saudi Arabia, which is one country i may never be allowed to. It does not accept  women solo travellers; you can only enter with your owner: a dad or a husband or a sponsor (no guys. this is not what you think).  So naturally i have crossed out Saudi Arabia of my wish list and so have i done with Mecca  on my dream list. Who said all the dreams come true.

Back to Anima – she was super pretty. It was only recently that she had to start wearing hijab. She got married a week ago. I asked her if she was happy and she cried. I gave her a hug. The husband was sited next to her, but gave her enough space to talk to me.  „Was it a set up?” i asked . „I just  miss my family ” she replied not to answer my question. She was very polite in not answering my questions directly, but of all her little sneak outs i found out she doesn’t love him but he is a really good guy and they are on their honeymoon travelling to Jakarta – one of the two ugliest places I’ve seen on this planet. Now her life was pretty close to my idea of hell; a honeymoon in Jakarta even with the best possible person in the world that you just don’t love. I leaned against the wall as I realised how happy I am just to have a choice. She did not have one.

Sure, she could rebel herself out of this, try to escape somehow, which I would tried to do, but to be honest there was a no or a slight chance of success.

„You better be good to her” I leaned towards her husband. „I know” he said ” I will cos she is amazing” They got up and cued for their flight to Jakarta and I was left there leaning against that wall amazed at the fact that I DO HAVE A CHOICE.